Seafight – recenzja

Kto choć raz w życiu nie chciałby przenieść się do XIV wielu i stanąć za sterami wielkiego okrętu walcząc na śmierć i życie z piratami czy pływać po bezkresnych wodach oceanów poszukując skarbów i eksplorować nieznane dotąd wyspy i zakątki świata? Teraz jest to możliwe dzięki przeglądarkowej grze Seafight, która przenosi gracza w świat bitew morskich, oraz walki o przetrwanie i cenne łupy.

Mała łódka na wielkich wodach

Początek jak w grach to bywa nie należy do łatwych i nie jest wcale usłanych różami. Gracz dostaje do dyspozycji niewielką łódkę i przy jej pomocy przemierza pierwsze mapy w poszukiwaniu skarbów i staczając pierwsze boje z innymi graczami. Sukcesy w walkach pozwalają rozbudowywać swój statek, najmować załogę i walczyć z coraz mocniejszymi przeciwnikami, oraz wykonywać niezliczoną ilość zadań o zróżnicowanym stopniu trudności. Całość utrzymana jest w ciekawym pirackim klimacie z ciekawą oprawą graficzną i dźwiękową, a technologia flash umożliwia uruchomienie gry na wszystkich dostępnych przeglądarkach. Pozytywnym aspektem gry jest także możliwość brania udziału w rywalizacji o prawdziwe nagrody pieniężne, gdzie do wygrania każdego miesiąca są tysiące euro, oraz możliwość zabawy w grupie znajomych w ramach bractw i gildii.

Złoto czy perły?

Gra Seafight z założenia jest grą darmową, ale opartą o model biznesowy w postaci premium. Dostęp do wielu elementów gracz otrzymuje w zamian za odpowiednia ilość złota w grze, ale pewne udogodnienia można nabyć jedynie za perły, które kupić można jedynie za prawdziwe pieniądze. Oczywiście nie jest to wymogiem, by dobrze się bawić, ale w pewien sposób ułatwia zabawę, co pewnej grupie graczy może się nie spodobać. Warto jednak pamiętać, że pieniądze pozyskane z premium przeznaczane są na rozwój i utrzymanie gry, oraz stanowią pulę nagród w rywalizacji o nagrody pieniężne.